20100520

Ecce homo

Czy to kim jesteśmy określone jest zawsze przez nas samych?
Czy z naszych zachowań, słów i czynów bierze się to kim jesteśmy?
Czy to nasze zachowania, słowa i czyny tworzą nas czy może jednak wynikają po prostu z naszej naszości?
Czy może to kim jesteśmy zawsze wynika z tego jak odbierani jesteśmy przez nasze otoczenie?
Czy możemy być tylko dla siebie?
Czy zawsze jesteśmy dla innych?
Bo jeżeli to kim jesteśmy określone jest przez to jak odbierają nas inni to nie możemy BYĆ sami dla siebie.
Czy może sami tworzymy dla siebie gębę, w której czujemy się najlepiej? Ale dlaczego czujemy się w niej najlepiej? Bo naprawdę jest nam w niej dobrze czy dlatego, że inni dobrze nas przez to odbierają?
Czy to kim jesteśmy spowodowane jest unikalną plątaniną genów i neuronów czy może jednak wpływem otoczenia i jego oczekiwań?

A może zwyczajnie nie mam racji.

Bezludna wyspa byłaby sprawdzianem.

20100403

Z martwych .. co?

Wielkanoc A. D. 2010. Rocznica to niezbyt okrągła ale na tyle chyba już sędziwa, że może czas najwyższy przestać ją obchodzić? Znacie drugiego takiego kolesia, którego rocznica śmierci obchodzona jest od dwóch tysięcy lat? Nie wspomnę w ogóle o instytucji świętowania czyjejś śmierci. Jakieś takie to niekatolickie. Kolejny raz natomiast utwierdziło mnie w pewnym przekonaniu, które nadało by się co najmniej na kolejny wpis. Tak wiem oczywiście, że nie chodzi tu o śmierć a o zmartwychwstanie. I tu muszę się zapytać: przepraszam, o co!? Dalsze wnioski zostawiam dla siebie i dla Was. Po cichu.

Tymczasem nie jestem w stanie zrozumieć całej otoczki poprzedzającej i współtworzącej wspomniane wyżej wydarzenia.
Nie rozumiem:
- rodzinności tych świąt
- przygotowywania trzystu dwudziestu potraw, rzekomo tradycyjnych (na kostce rosołowej i paczce knorra oczywiście)
- trwania w pozach mających uświątecznić te święta
- świątecznej ramówki w telewizji
- bachorów (nie tylko wiekiem) latających po ulicach z wiadrami z wodą.
- robienia generalnych porządków
- a już najbardziej mycia okien.

Czyli jak widać nie rozumiem całkiem dużo. Jeśli ktoś by mógł, proszę wyjaśnić mi celowość wszystkich tych podpunktów i tych nienapisanych też. Z góry dziękuję.

P.S. Może jednak Gombrowicz miał rację?

P.S. 2 Mam iście Żydowskiego kaca. W wielką sobotę to chyba nic wielkiego. Ten ich był jednak chyba bardziej moralny.

20100324

O szukaniu. Nie dla Czechów (lingwistycznie oczywiście)

Dziękuję Ci Tomku Lipiński,

                            dziękuję Ci Piotrze Najsztubie.


Szukanie okazuje się łatwiejsze, gdy widzi się drogowskazy.


P.S. Tylko czy na tym polega szukanie? 

20100305

Tęsknię za Tobą, Żydzie.






















"I miss you, Jew. I miss you in Poland.

In all these little villages and big cities.

You left a vacuum there. Both in space and my heart.

I just wanted you to know that. Polak."

-Rafał Betlejewski-


Nie jestem do końca pewien czy żyjemy w kraju nietolerancyjnym. W kraju ksenofobicznym i nacjonalistycznym.

Bo czy lepiej jest gdy teoretycznie wszyscy twierdzą, że nie są rasistami, a tak naprawdę po cichu nie chcą w swoim kraju innych narodów i wyznań. Czy może lepiej gdy otwarcie mówi się o tym, że jest się rasistą, antysemitą czy ksenfobem? Ok, jest się wtedy właśnie kimś takim ale przynajmniej nie jest się hipokrytą. 

Osobiście uważam, że ani jeden ani drugi typ zachowania nie może mieć miejsca w cywilizowanym świecie do jakiego aspirujemy. 

Tym bardziej cieszy akcja rozpoczęta przez  P. Betlejewskiego. Przypomina on w bezpośredni, dobitny sposób o historii Żydów w Polsce. Pisząc na murach hasło "Tęsknię za Tobą, Żydzie" wzbudza powszechne ździwienie, zażenowanie lub aprobatę. (więcej o akcji na www.tesknie.com) 


Bo niestety nie pamiętamy już, że historia Polski ściśle związana jest z historią Judaizmu. To przecież dopiero po tysiącu lat istnienia naszego kraju postanowiono wyrzucić wszystkich Żydów.

Wyrzucić tak naprawdę z ich własnego kraju, bo pamiętajmy, że "Żyd" to nie narodowość, to wyznanie, takie samo jak katolicyzm, który podobno wyznaje 99% społeczeństwa.

A w czym niby Żydzi mają być gorsi od Katolików? 

Patrząc na wybryki typu Radio Maryja tymbardziej przekonany jestem, że są to "starsi bracia" (nie ważne już czy w wierze czy nie). Bo jak ktoś jest starszy, to po prostu wie, że pewnych rzeczy nie wypada.

Pytam więc ostatni raz, jaki jest powód by być nietolerancyjnym hipokrytą? 

P.S. Tak samo nie widzę powodów, dla których nie mogłyby powstawać w Polsce np. Meczety ze swoimi minaretami. Jeśli chcemy być państwem "zachodnim" zacznijmy od traktowania WSZYSTKICH ludzi tak samo. Nie ważne czy są oni: Muzułmaninami, Żydami, Czarnoskórymi, Wietnamczykami czy z innej planety. 



20100206

Opium dla ludu.

21 gram. Ponoć tyle waży ludzka dusza.
Ale czy sama ewolucyjnie wyjaśniona zdolność do abstrakcyjnego myślenia może być nazwana duszą?

Logicznym wydaje się to, że wytworzyliśmy w sobie mechanizm obronny, dzięki któremu tłumaczymy sobie co się z nami dzieje po śmierci. To nadaje pseudo-sens naszemu życiu. Tak samo logicznym jest ukojenie po stracie kogoś bliskiego, wytłumaczone tym, że przecież poszedł do "nieba". A jeżeli faktycznie dzieje się tylko to co ludzie, którzy żyć będą dłużej od nas mogą obserwować?

Trochę kości, skóry, parę tkanek zakopanych w ziemi, poddanych takim samym procesom co ciała zwierząt.

Jeżeli bóg istnieje, dlaczego niby nie zabiera do "nieba" też "duszy" np. psa?
Przecież nie od dzisiaj wiemy, że pies to najlepszy przyjaciel człowieka. Czy tak bóg traktuje swoich przyjaciół? Skoro jesteśmy stworzeni na jego podobieństwo, to czy my sami mamy taki stosunek do naszych przyjaciół? Jeśli tak, to ja się z tego towarzystwa wypisuję, i wolę dzielić los psa.

Co w takim razie po nas zostaje, zakładając że nigdzie nie idziemy?

"Exegi monumentum". To chyba jedyne co możemy zrobić jeśli chcemy, by coś po nas zostało.

Jeśli chcemy mieć życie po życiu.


P.S. Z resztą, czy życie w ciągłym szczęściu jest aż tak wspaniałe, że warto dla niego umierać?

20100203

XXI

"Dla człowieka niedojrzałego znamienne jest, że pragnie on wzniośle umrzeć za jakąś sprawę; dla dojrzałego natomiast - że pragnie skromnie dla niej żyć."
-Salinger-

W ludzkiej naturze leży zdolność do marnotrawienia marzeń, celów i idei. Tak jest poprostu prościej.

Co jednak kiedy żyjemy w miejscu, które nie wymaga od nas zupełnie nic?

Błogosławieństwem są czasy, w których nie musimy walczyć o cokolwiek, a jedynym obowiązkiem jest obowiązek meldunku.
Dlaczego jednak nie potrafimy sami stawiać sobie celów, które będą drogowskazem, dokąd uciekać przed odcieniami szarości?

Jak w takim razie spędzić życie, tak by było dla sprawy?

Niezależnie, czy chcemy za nią umierać, czy tylko/aż skromnie dla niej żyć.


P.S. Jedyną pozytywną informacją jest ta, że dzisiaj nie musimy dorastać.

20100130

wybory,

Prądem Rzek obojętnych niesion w ujścia stronę,
Czułem, że już nie wiedzie mnie dłoń holowników;
-Rimbaud-

Przychodzi w życiu chyba każdego człowieka moment, w którym należy wybrać.

Tak jest zbudowany ten świat. Z tysięcy stereotypów, oczekiwań, marzeń, ambicji, "holowników".

A co jeśliby naprawdę poddać się rzekom obojętnym? Czy w teraźniejszości one w ogóle istnieją?


P.S. I gdzie mają swoje źródła?