20100403

Z martwych .. co?

Wielkanoc A. D. 2010. Rocznica to niezbyt okrągła ale na tyle chyba już sędziwa, że może czas najwyższy przestać ją obchodzić? Znacie drugiego takiego kolesia, którego rocznica śmierci obchodzona jest od dwóch tysięcy lat? Nie wspomnę w ogóle o instytucji świętowania czyjejś śmierci. Jakieś takie to niekatolickie. Kolejny raz natomiast utwierdziło mnie w pewnym przekonaniu, które nadało by się co najmniej na kolejny wpis. Tak wiem oczywiście, że nie chodzi tu o śmierć a o zmartwychwstanie. I tu muszę się zapytać: przepraszam, o co!? Dalsze wnioski zostawiam dla siebie i dla Was. Po cichu.

Tymczasem nie jestem w stanie zrozumieć całej otoczki poprzedzającej i współtworzącej wspomniane wyżej wydarzenia.
Nie rozumiem:
- rodzinności tych świąt
- przygotowywania trzystu dwudziestu potraw, rzekomo tradycyjnych (na kostce rosołowej i paczce knorra oczywiście)
- trwania w pozach mających uświątecznić te święta
- świątecznej ramówki w telewizji
- bachorów (nie tylko wiekiem) latających po ulicach z wiadrami z wodą.
- robienia generalnych porządków
- a już najbardziej mycia okien.

Czyli jak widać nie rozumiem całkiem dużo. Jeśli ktoś by mógł, proszę wyjaśnić mi celowość wszystkich tych podpunktów i tych nienapisanych też. Z góry dziękuję.

P.S. Może jednak Gombrowicz miał rację?

P.S. 2 Mam iście Żydowskiego kaca. W wielką sobotę to chyba nic wielkiego. Ten ich był jednak chyba bardziej moralny.