20100203

XXI

"Dla człowieka niedojrzałego znamienne jest, że pragnie on wzniośle umrzeć za jakąś sprawę; dla dojrzałego natomiast - że pragnie skromnie dla niej żyć."
-Salinger-

W ludzkiej naturze leży zdolność do marnotrawienia marzeń, celów i idei. Tak jest poprostu prościej.

Co jednak kiedy żyjemy w miejscu, które nie wymaga od nas zupełnie nic?

Błogosławieństwem są czasy, w których nie musimy walczyć o cokolwiek, a jedynym obowiązkiem jest obowiązek meldunku.
Dlaczego jednak nie potrafimy sami stawiać sobie celów, które będą drogowskazem, dokąd uciekać przed odcieniami szarości?

Jak w takim razie spędzić życie, tak by było dla sprawy?

Niezależnie, czy chcemy za nią umierać, czy tylko/aż skromnie dla niej żyć.


P.S. Jedyną pozytywną informacją jest ta, że dzisiaj nie musimy dorastać.

5 komentarzy:

  1. Ale, widzi pan, często człowiek sobie nie zdaje sprawy, co go najbardziej interesuje, dopóki nie zacznie mówić o czymś innym, mniej interesującym

    OdpowiedzUsuń
  2. troche zajechalo to utopia. nie potrzebowac o nic sie starac, nie potrzebowac nic. zyjemy w czasach kiedy ciagla gonitwa za czyms jest rzecza oczywista. jak wiec zyc tak, by marzyc i miec jasne, stanowiace dla nas jakas wartosc cele? zwolnic obroty. ale to chyba dosc ciezka sztuka.. prosciej jest isc tam, gdzie nam kazali i nie myslec o niczym innym. to tak jakby byc koniem, miec klapki na oczach i sluchac woznicy. kon przeciez rzadko kiedy sam z siebie gdzies pojdzie, czy cos zrobi. no, chyba ze akurat przy drodze znajdzie jakies kuszace liscie. ale nie zbacza on z drogi, przede wszystkim 'woznica' mu na to nie pozwala, a kon nie ma w sobie widac woli walki o swoje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hm, jest jeszcze o co walczyć na tym świecie. Przynajmniej ja jeszcze mam poczucie walki, którą większość pewnie nazwałaby gonitwą za marzeniami. Ale to walka, a ja jestem na barykadzie i to jest pocieszająca myśl :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Szymek Pierdoła ( A mój sobowtór? :) )6 lutego 2010 06:52

    Erx plebs prosi o więcej:)

    OdpowiedzUsuń
  5. rzeczywiście wielu ludzi poddaje się i porzuca jakiekolwiek cele, ale zdziwiłbyś się pewnie, że jeszcze więcej nie ma ich w ogóle. to znaczy, nie wiem, może akurat Ty to zauważyłeś już dawno, ale mnie to codziennie dziwi. jednak z drugiej strony, rozumiem to. potrafię zrozumieć ten stan, w którym człowiek jest nieskomplikowanie zadowolony, nie dokonuje niczego ważnego, do niczego nie dąży. łatwo się w czymś takim zatracić; zresztą niektorzy po prostu nigdy nie odczuwają potrzeby 'celu'. nie są przez to gorsi, tylko inni.
    banalne podsumowanie: jeśli chociażby się zastanawiasz, jak żyć 'dla sprawy', to nie jest już źle. a że nic nie wiadomo, cóż, ;]

    OdpowiedzUsuń